księga gości


do mnie tylko prywatnie

2009
czerwiec
2007
grudzień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
marzec
2004
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty


MIESZKAM
Irlandia
Blog
Dom
Polska
Wrocław

PO GODZINACH
Merlin
Filmweb
Helios
Opera Dolnośląska
Wrocławski Teatr Pantomimy
Teatr Polski we Wrocławiu
Dziennik Teatralny
Wege
U2

CZYTAM
scarabee
ms
qqlka
dintojra
vilq
bazylek
maga
natique
zupka
femme


nie wierze...
Naprawde jeszcze nikt tego nie wylaczyl?!?!

W sumie to moze i dobrze, bo fajnie sobie poczytac cos, co pisalam tak dawno temu i brzmi troche obco, a jednak znajomo. Teraz pewnie mnie podkusi zeby tu wrocic. Zobaczymy...

Ostatnia notka z 15 grudnia 2007! Szmat czasu.

Dziekuje, ze to jeszcze w sieci wisi, wzruszylam sie nawet:)

carol 2009-06-08 22:55:59
skomentuj (1)
aż głupio tak
Dobrze, że się blogi nie kurzą, bo bym kichała jak najęta teraz. Dziwnie się czuję tak tu coś pisząc po tak długiej nieobecności. Jakoś nie u siebie... Na dodatek te nowe bajery pewnie są fajne, ale przecież ja tego i tak nigdy używać nie będę:).

Coż by tu napisać, a właściwie od czego zacząć. W ciągu ostatnich paru miesięcy wydarzyło się trochę nowych spraw ale zasadniczo jest po staremu. Wciąż w Dublinie, wciąż na północy (chociaż pewnie jeszcze tylko parę miesięcy i jak pomyślę o pakowaniu to omdlewam). Godziny pracy bardziej ludzkie i jak do tej pory naprawdę mi odpowiadają. Prawdę mówiąc to jakoś się ostatnio na tej pracy właśnie skupiam, bo po awansie zaczęło się w końcu robić naprawdę ciekawie, aż czasem sobie w brodę pluję po trzeciej godzinie telekonferencji. Pluję sobie zwłaszcza, jeśli w ciągu tych paru godzin mam okazję się przedstawić a potem pożegnać i nawet nie ma po co robić notatek. Na szczęście takie akcje zdarzają się niezbyt często. Po raz kolejny się przekonuję, że do wielu rzeczy mam może pecha ale do ludzi, z którymi pracuję jakoś nie. Zawsze się znajdzie parę rewelacyjnych ludzików, z który można, o filmach Hitchcocka, i o rajstopkach we wzorki, i o tym jak zrobić piersi nadziewane ricottą z ziołami i o życiu tak w ogóle, nie ograniczając się w sensie religijnym, geograficznym, czy jakimkolwiek innym. Fajnie jest (odpukać) i tyle.

Po taaaaaaaakiej przerwie to ja chyba już nie umiem po kolei opowiedzieć co się działo w szeroko pojętym międzyczasie. Byłam w Hiszpanii i pokochałam Barcelonę od pierwszego wejrzenia, obżerałam się pysznościami w Bolonii, w maju byłam w Londynie na Chelsea Flower Show i wbrew całemu sceptycyzmowi naprawdę mi się podobało. Jakoś w lipcu przyjrzałam się z bliska Belfastowi i Irlandii Północnej z zawinięciem o zachod. Oczywiście parę razy zajrzałam też do kochanego Wrocławia, ale to się rozumie samo przez się!

Trochę czytam, trochę spaceruję, piwko tu, kawa tam, czas jakoś tak pędzi, że nawet nie wiem kiedy zrobił się najprawdziwszy grudzień a ja w domu nawet jednej bombki nie mam! Skandal jakiś, który muszę naprawić jutro. Dziś wydałam kosmiczny majątek na jedzenie na święta i poważnie mi się wydaje, ze ktoś mnie oszwabił, bo za nic nie mogę się tego pełnego koszyka dopatrzeć teraz w szafkach i kuchni a już na pewno nie w lodówce. Nie wiem jak to się stało, podejrzewam siły nieczyste.

Ja wiem, że jeśli ktoś to w ogóle czyta to sobie myśli: BABO! napisz coś, co tam w kwestiach sercowych czy łóżkowych się dzieje! Uhmmm... to niech sobie ten ktoś jeszce poczeka, bo za bardzo nie ma o czym pisać. Bo niby mogłabym się pochwalić, że się w piątek w nocy całowałam na ulicy ale to jest takie love/hate relationship, więc czym się niby chwalić? Nawet porządnego skandalu nie umiem wywołać, bo się wszystko jakoś po kościach rozchodzi i nagle się okazuje, że wszyscy już dawno wiedzieli a ja tu się chowam po kątach. Zestarzałam się, nawet się o mnie plotkować nie da! A ja myślałam, że to moje życie to taki harlequin klasy C, co to go można za wyprzedaży kupić za oszałamiającą kwotę EUR/0,89. A tu lipa, nikt tego nawet z kolorową okładką i wyuzdaną parą na obwolucie nie kupi;))).

To skoro było już o wszystkim po trochę a jednocześnie o niczym, to lepiej będzie jak skończę. Bo tak to może mnie tu przyciągnie tu kiedyś...

Gdybym nie dała rady przed końcem roku to już na zapas: Wesołych Świąt!  i dużo radości, i dobrych zmian, i mnóstwo do opowiadania żebym mogła sobie poczytać za każdym razem kiedy się wałęsam po kilku ukochanych blogach. A, trochę egoistycznie, wiem:))

carol 2007-12-15 22:46:54
skomentuj (0)
podwojny rum z cola
Rum z cola jest wyzwalaczem. Jakos ostatnio pijam tylko to. I piwo. Mam spalone ramiona i stopy, czerwone od slonca oczy i jakas taka nieprzytomna jestem ze zmeczona po weekendzie. A juz w pracy niestety.

Ale gdyby kazdy weekend mial tak wygladac jak ostatni, to ja nie mam nic przeciwko. Migawki sa warte wspomnien.

Mam problem z ubieraniem mysli w slowa, czasem mi sie cos takiego wlacza bez zadnych konkretnych powodow. Chyba glownie gdy nie ma sie specjalnie czego czepic w zyciu. Albo jesli to, czego sie mozna czepic jest jakies takie niewyslawialne wlasnie.

Piekna pogode mamy tego lata w Irlandii, wiecie? Jak ja gadam bez sensu. Nic to, do Polski jade na cztery dni pod koniec czerwca. A chcialabym na dluzej... CHOLERNIE BYM CHCIALA!! Przynajmniej z tydzien dluzej... Zreszta, czego ja bym nie chciala:)

W piatek zadano mi pytanie o muzyke, ktorej slucham, i ktora lubie. Przypomnialam sobie, ze nienawidze tego pytania. Bo ja chyba nie daje sie wsadzic w jakies sztywne rameczki. Czlowiek, ktory dostalby w swoje rece mojego iPoda, pewnie by zglupial i uznal, ze to wlasnosc kilku osob...

Czy to sie diagnozuje?

carol 2007-06-11 03:03:57
skomentuj (3)
czy cos poszlo nie tak?
Nie chce sie zalic, bo to wypada zalosnie. Ale nie moge sie oprzec wrazeniu, ze cos mi w zyciu ucieklo i juz tego nie dogonie albo dogonic nie umiem...

Dokola wszyscy patrza na mnie jak na wariatke, bo niby czego chce? Mam z czego zyc, wlasciwie na wszystko mi starcza (mowie o biezacych potrzebach), mam niezla prace i wlasnie sie okazuje, ze mnie w niej cenia bardziej niz myslalam, jak ta praca mi sie znudzi, to moge szybko znalezc nastepna, pewnie lepiej platna, mam gdzie mieszkac w Irlandii, mam mieszkanie we Wroclawiu kupione na miesiac przez boomem, wiec jest juz warte dwa razy wiecej niz wtedy, kiedy je kupowalam. Ponadto mam znajomych, ktorzy chca sie ze mna spotykac i kontaktowac, jestem najwyrazniej zdrowa, albo nic jeszcze nie wykryto. Wygladam jak wygladam, w sumie nikt sie jeszcze nie przestraszyl, wiec chyba wszystko powinno byc super??

Tylko ze ja tak nie uwazam... Kiedy patrze na ludzi dookola to widze, ze kazdy z nich ma cos, czego nie mam ja, cos czego mi brakuje. Moje kolezanki z czasow liceum sa praktycznie wszystkie mezate i szczesliwe w malzenstwie, maja juz dzieci, lub wlasnie je planuja. Jesli zas nie maja mezow, ktorzy je ubostwiaja, to maja facetow, ktorzy caluja ziemne, po ktorej stapaja... Kazda z nich ma prace, z ktorej jest zadowolona, kazda ma fajne miejsce do mieszkania, lub nawet buduje juz dom.

A tak chyba najbardziej mnie ubodlo jak zobaczylam, ze jedna znajoma z podstawowki spedzila piec lat w Japonii... Mojej Japonii, o ktorej marze od wielu lat.

Skoro wszystkie startowalysmy mniej wiecej z takim samym bagazem na drodze doroslego zycia, z podobnymi marzeniami, wiedza, umiejetnosciami czy inteligencja... To dlaczego one sa tam, a ja calkiem gdzie indziej? W ktorym miejscu poszlam zla sciezka, pomylilam drozki i pognalam w przeciwnym kierunku? A moze tak mialo byc od poczatku? Moze po prostu jedni maja dostac, to czego pragna, a inni cale zycie za tym biec i nigdy nie dorwac, zawsze sie mijac z wlasnymi marzeniami?

Co jest nie tak ze mna, ze to wlasnie na mnie trafilo? Nikogo nie skrzywdzilam, staralam sie, zagryzalam zeby, pierwsza mowilam "przepraszam", ze wszystkimi swoimi bylymi facetami moge w kazdej chwili pojsc na piwo i nie bedzie zgrzytow, nie znam nikogo, kto by mogl powiedziec, ze mnie nie cierpi czy nawet nienawidzi, nie ma chyba nikogo, komu bym odmowila pomocy, nikogo, kogo obrazilam czy zranilam, poswiecilam sie niezliczona ilosc razy i wciaz sie czuje z jakiegos powodu winna.
Wiec moze to nie mialo sensu? Moze trzeba bylo zyc inaczej? To glupie podejscie bylo najwyrazniej. Moze P. w przeciwienstwie do G. ma racje i zycie rzeczywiscie nie jest sprawiedliwe i nie nalezy sie zadna nagroda za dobre checi? Moze po prostu dalej bede dostawac po glowie i po dupie i miotac sie we wszystkich kierunkach zeby tylko nikomi nie sprawic przykrosci?

Przeciez ja jestem normalnym czlowiekiem! Nie jestem idealna, robie glupoty, ktorych potem zaluje, trace glowe, czesto jestem leniwa, boje sie przedziwnych rzeczy, czasem placze, czasem histeryzuje a czasem mam klasyczne glupawki. Jak kazdy!! Wiec kurwa, czemu to mi sie nie udaje??!!

Ja pierdole... mam autentycznie dosc! Tylko ze to juz jest ostatni dzwonek na to zeby sobie dac ze soba rade. I jesli sama nie umiem to chyba trzeba w koncu to komus zlecic. W koncu nie kazdy musi byc specjalista, prawda? Ja na przyklad jestem kompletnym laikiem w kwestii radzenia sobie z wlasnym zyciem. Czas zatrudnic eksperta...

Pa

carol 2007-05-11 05:31:32
skomentuj (7)
o cala dekade starsza
Jakby to powiedziec... 10 lat od matury wlasnie mija. Nie moge uwierzyc, nie moge po prostu! A jednak...

I jest calkiem jak w tym niesamowitym tekscie Kaczmarskiego ponizej:

Co się stało z naszą klasą?
Pyta Adam w Tel-Avivie,
Ciężko sprostać takim czasom,
Ciężko w ogóle żyć uczciwie -
Co się stało z naszą klasą?
Wojtek w Szwecji, w pronoklubie
Pisze - dobrze mi tu płacą
Za to, co i tak wszak lubię.

Kaśka z Piotrkiem są w Kanadzie,
Bo tam mają perspektywy,
Staszek w Stanach sobie radzi,
Paweł do Paryża przywykł,
Gośka z Przemkiem ledwie przędą,
W maju będzie trzeci bachor.
Próżno skarżą się urzędom,
Że też chcieliby na Zachód.

Za to Magda jest w Madrycie
I wychodzi za Hiszpana,
Maciek w grudniu stracił życie,
Gdy chodzili po mieszkaniach,
Janusz - ten, co zawiść budził,
Że go każda fala niesie,
Jest chirurgiem, leczy ludzi,
Ale brat mu się powiesił.
Marek siedzi za odmowę,
Bo nie strzelał do Michała.
A ja piszę ich historię
I to już jest klasa cała.
Jeszcze Filip, fizyk w Moskwie -
Dziś nagrody różne zbiera,
Jeździ, kiedy chce do Polski,
Był przyjęty przez premiera.

Odnalazłem klasę całą -
Na wyganiu, w kraju, w grobie,
Ale coś się pozmieniało,
Każdy sobie żywot skrobie -
Odnalazłem całą klasę
Wyrośniętą i dojrzałą,
Rozdrapałem młodość naszą,
Lecz za bardzo nie bolało.

Już nie chłopcy, lecz mężczyźni,
Już kobiety - nie dziewczyny,
Młodość szybko się zabliźni,
Nie ma w tym niczyjej winy;
Wszyscy są odpowiedzialni,
Wszyscy mają w życiu cele,
Wszyscy w miarę są normalni -
Ale przecież to niewiele...

Nie wiem sam, co mi się marzy,
Jaka z gwiazd nade mną świeci,
Gdy wśód tych - nieobcych - twarzy
Szukam ciągle twarzy dzieci,
Czemu wciąż przez ramię zerkam,
Choć nie woła nikt - kolego! -
Że ktoś ze mną zagra w berka,
Lub przynajmniej w chowanego.
Własne pędy, własne liście,
Zapuszczamy - każdy sobie
I korzenie oczywiście
Na wygnaniu w kraju, w grobie,
W dół, na boki, wzwyż ku słońcu,
Na stracenie, w prawo - w lewo...
Kto pamięta, że to w końcu
Jedno i - to samo drzewo...


Jacek Kaczmarski


I znow nie mam czasu napisac wiecej. Ale moze sie zbiore w koncu:)

carol 2007-05-08 05:51:32
skomentuj (0)
kilka slow
Troche bylo milczenia, wlasciwie caly, rowny miesiac. Dzialy sie rozne rzeczy i naprawde bywalo bardzo milo. Ostatnie zdanie brzmi jak z pamietniczka dziesieciolatki, ale niech juz zostanie. Jakos nie mam ochoty sie zaglebiac:))

Odbylam w tzw. miedzyczasie sympatyczne wypady nad morze do Rush, kolejnego tygodnia do Bray a stamtad do Greystones, nastepnej niedzieli poszlam na wymarzony mecz gaelickiego futbolu do Croke Park (bosko bylo, ale Mayo przegralo), tanczylam salse z dwoma Irlandczykami i jednym przedstawicielem bodajze Kuby, ktory wazyl ok. 110 kg a umiejetnosci tanca powinna mu zazdroscic ponad polowa meskiej populacji. Z dodatkowych newsow: kupilam sobie kilka boskich stanikow w dobrym (w koncu!!) rozmiarze, stalam sie posiadaczka pary jakze oklepanych czarnych butow typu peeptoe (ale i tak mi sie podobaja), pomaranczowego iPoda shuffle i pewnie jakichs innych ciuchow i rzeczy, ktorych w tej chwili nie pamietam.
W sumie jest niezle, doszlam do etapu, na ktorym rozwazalam umieszczenie tutaj swojego zdjecia, ale sie rozmyslilam, bo uznalam, ze i tak wszyscy, ktorzy mnie czytaja, juz mnie widzieli, wiec zadna rewelacja. Wciaz pracuje w durnych godzinach i ucze sie cierpliwosci, powinno zaowocowac pod koniec miesiaca (trzymajcie kciuki). Aha, i ufarbowalam wlosy na ciemny braz i w koncu sie czuje jak czlowiek.

Zeby nie bylo tak calkiem banalnie, korzystajac z dobrodziejstw internetu, odnalazlam w tej samej dzielnicy Dublina kolezanke z podstawowki, z ktora nie widzialam sie jakies 15 lat. Kosmos. A najlepsze jest to, ze sie spotkalysmy i wciaz mamy o czym gadac:)). Z tym odgrzebywaniem starych kontaktow jest wlasciwie calkiem dluga historia, ale nie czuje sie na silach.

Wiem, ze jest to notka jak z dubeltowki, ale nie mam nastroju na nic innego. Dzis popsul mi bardzo humor taki jeden facet. A trzymalam sie swietnie juz miesiac! Teraz tez sie nie zalamuje, ale zla jestem po prostu. I chyba trzeba cos zrobic, tylko ja nie wiem co... Ale dluzej juz tak nie moge, bo sie mecze. Ehhh

carol 2007-05-03 01:57:34
skomentuj (2)
tyle slonca w calym miescie...
Zastanawiam sie wlasnie ile osob, ktore znam prywatnie czyta tego bloga nieoficjalnie i co to za osoby.

Uslyszalam dzis jedno zdanie, ktore wytracilo mnie nieco z rownowagi i zaczelam sie zastanawiam przed kim konkretnie ja sie tu otwieram. Poniewaz jednak ten weekend obfitowal w najrozniejsze wydarzenia, dopiero w tej chwili dotarlo do mnie potencjalne znaczenie tych slow.

Jesli sie myle, to w porzadku. Jesli jednak, to co mysle jest prawda, to sie chyba spale ze wstydu i nie bede w stanie komus spojrzec w oczy... Jakbym teraz potrafila, hehe...

A weekend byl naprawde swietny, po prostu super, a najlepsza byla niedziela. Moze ktos mi zapisze w spadku jakis niewielki majatek zebym mogla spedzac zycie tak, jak dzis? Duzo mi nie trzeba. Duzo slonca, zimne piwo, dobre jedzenie, wolny czas i fajne towarzystwo:)

A gdyby mnie ktos z tutaj czytajacych spotkal na zywo, to tak, przyznaje sie, mam dzis glupkowaty wyraz twarzy. Powinno minac w ciagu kolejnych kilkudziesieciu godzin;).

carol 2007-04-01 22:40:31
skomentuj (0)
cichcem
Pisze cichcem z pracy, wiec bedzie pelen minimalizm.
Przeprowadzka sie udala na jeden raz co ma swoje plusy i minusy;))). Mieszkanie jest super, tylko kapie mi z rury odplywowej od kibelka. Na szczescie mamy dwa wiec uzywamy tego drugiego. Sprawa zgloszona, ktos to naprawi. Reszta jest swietna, majatek poszedl na weekendowe zakupy ale mamy 90% potrzebnych rzeczy. Prawie komfort. Jak sie ociepli to zamierzam wywietrzyc ten smrodek nowych mebli i wykladziny.

Za tydzien powinien byc internet. I dobrze, bo juz mam problem z kontrolowaniem odruchow na widok wlaczonego komputera;)).

No i fajnie jest. Po prostu.

A w przyszla sobote sie chyba wkopalam w randke... I kompletnie nie jestem do tego przekonana, ale jakos mi glupio odmowic, ehhhh... Kiepsko z asertywnoscia cos. Zobaczymy. Zdam relacje, jakby co;)

Uciekam dalej udawac, ze pracuje!

carol 2007-03-09 04:58:26
skomentuj (3)